Psychoterapia dla mężczyzn. Co się dzieje, kiedy całe życie trzeba być silnym?
Może od dawna coś Ci nie pasuje.
Nie potrafisz dokładnie powiedzieć co.
Pracujesz, zarabiasz, masz rodzinę albo jesteś w związku. Ogólnie dajesz sobie radę.
Przynajmniej tak to wygląda.
Wstajesz rano, robisz swoje, odbierasz telefon, rozwiązujesz kolejny problem. W pracy ktoś czegoś potrzebuje. W domu coś trzeba załatwić. Dzieci trzeba zawieźć, samochód odstawić do mechanika, rachunki zapłacić, projekt skończyć.
Więc działasz.
Bo co innego można zrobić?
Tylko od jakiegoś czasu coraz trudniej Ci się zatrzymać.
Kiedy wracasz do domu, nie masz już siły rozmawiać. Partnerka pyta, co się dzieje, a Ty odpowiadasz: „Nic”.
W nocy budzisz się i zaczynasz myśleć o pracy.
Coraz łatwiej się irytujesz. Czasami wystarczy drobiazg, żeby wybuchnąć. Potem masz wyrzuty sumienia, ale następnego dnia wszystko zaczyna się od nowa.
Albo przeciwnie. Coraz mniej Cię obchodzi.
Praca? Robisz, co trzeba.
Dom? Jakoś funkcjonuje.
Relacja? Jest, ale jakby obok.
Seks? Ostatnio też jakoś nie jest tak jak dawniej.
I właściwie nie wiesz, kiedy to się zaczęło.
H2: „Przecież nic wielkiego się nie stało”
To zdanie wielu mężczyzn wypowiada bardzo długo.
Bo przecież nie wydarzyła się żadna katastrofa.
Nikt nie umarł. Nie straciłeś pracy. Nie rozwiodłeś się. Dzieci są zdrowe. Rachunki są zapłacone.
Więc dlaczego miałbyś iść do psychoterapeuty?
Przecież inni mają gorzej.
Może trzeba po prostu odpocząć.
Może przejdzie.
Może wystarczy wyjechać na weekend, więcej pobiegać, mniej pracować, napić się wieczorem piwa i będzie dobrze.
Tylko że czasami nie przechodzi.
I wtedy zaczynasz zauważać, że problemem nie jest jeden trudny dzień.
Problemem jest to, że od dawna nie czujesz się naprawdę dobrze we własnym życiu.
Mężczyźni często przychodzą na terapię zbyt późno
Nie dlatego, że nie cierpią.
Często właśnie dlatego, że bardzo długo potrafią cierpienie zamienić w działanie.
Kiedy jest trudno — pracują więcej.
Kiedy pojawia się lęk — próbują wszystko kontrolować.
Kiedy boli — zaciskają zęby.
Kiedy są samotni — zajmują czymś głowę.
Kiedy czują bezradność — szukają kolejnego zadania do wykonania.
Kiedy pojawia się złość — łatwiej ją poczuć niż powiedzieć: „jest mi trudno”.
To nie musi być świadoma decyzja.
Wielu mężczyzn po prostu nauczyło się tak funkcjonować.
Być tym, który daje radę.
Tym, na którym można polegać.
Tym, który nie potrzebuje pomocy.
Tym, który ma rozwiązanie.
I przez wiele lat może to naprawdę działać.
Aż pewnego dnia okazuje się, że nie wiadomo już, co zrobić z samym sobą, kiedy nie ma kolejnego problemu do rozwiązania.
Co zostaje, kiedy przestajesz działać?
To może być bardzo nieprzyjemne pytanie.
Bo co się dzieje, kiedy wieczorem zamykasz komputer i nie masz już żadnego zadania?
Kiedy wyjeżdżasz na urlop i nagle okazuje się, że nie potrafisz odpocząć?
Kiedy dzieci zasypiają, telefon milknie, praca jest skończona, a Ty zostajesz sam ze swoimi myślami?
Czasami pojawia się napięcie.
Czasami pustka.
Czasami smutek, którego wcześniej nie było kiedy zauważyć.
Czasami złość.
A czasami bardzo dziwne pytanie:
„Czy ja w ogóle wiem, czego chcę?”
To moment, w którym psychoterapia dla mężczyzn może stać się czymś więcej niż sposobem na pozbycie się objawów.
Może stać się spotkaniem z samym sobą.
Mężczyzna nie zawsze mówi, że cierpi
Nie każdy mężczyzna, który przeżywa kryzys, powie:
„Jest mi smutno”.
Częściej może powiedzieć:
• „Wszystko mnie wkurza”.
• „Nie mam już cierpliwości”.
• „Ciągle jestem zmęczony”.
• „Nie mogę wyłączyć głowy”.
• „Nie chce mi się wracać do domu”.
• „Najchętniej siedziałbym sam”.
• „Nie wiem, co się ze mną dzieje”.
Czasami cierpienie wygląda jak złość.
Czasami jak pracoholizm.
Czasami jak całkowite wycofanie.
Czasami jak ciągła potrzeba działania.
A czasami jak życie, które z zewnątrz wygląda zupełnie normalnie.
To dlatego psychoterapia mężczyzn często zaczyna się nie od rozmowy o emocjach, ale od bardzo konkretnego zdania:
„Coś się ze mną dzieje i nie wiem co.”
I to wystarczy.
Co się dzieje, kiedy cały czas trzeba być silnym?
Wyobraź sobie, że przez całe życie uczysz się jednego sposobu radzenia sobie.
Masz problem — rozwiązujesz go.
Masz stres — działasz.
Jesteś zmęczony — jeszcze trochę wytrzymujesz.
Jesteś zły — zaciskasz zęby.
Jest Ci smutno — zajmujesz się czymś.
Boisz się — próbujesz wszystko kontrolować.
Z czasem przestajesz nawet zauważać, że robisz to automatycznie.
Aż przychodzi moment, kiedy nie wiesz już, co właściwie czujesz.
Wiesz tylko, że jesteś napięty.
Że nie możesz odpocząć.
Że coś Cię drażni.
Że nie masz ochoty na ludzi.
Że coraz trudniej być blisko.
I wtedy może pojawić się ważne pytanie:
Czy naprawdę nie mam emocji, czy może przez lata nauczyłem się ich nie zauważać?
Kiedy ciało zaczyna mówić za człowieka
Psychiczne przeciążenie nie zawsze zaczyna się od myśli.
- Czasami zaczyna się od bezsenności.
- Od zaciśniętej szczęki.
- Bólu karku.
- Kołatania serca.
- Problemu z koncentracją.
- Przewlekłego zmęczenia.
- Spadku libido.
- Trudności z erekcją.
- Napięcia w brzuchu.
- Albo od tego, że coraz częściej sięgasz po alkohol, komputer, pornografię, trening czy pracę, żeby przez chwilę nie czuć tego, co dzieje się w środku.
To nie znaczy, że każdy taki objaw ma podłoże psychiczne. Czasami potrzebna jest również konsultacja lekarska.
Ale warto zadać sobie pytanie:
Co moje ciało próbuje mi powiedzieć?
Bo czasami człowiek długo nie potrafi powiedzieć „jest mi za dużo”, a jego organizm mówi to za niego.
Najtrudniejsze może być nie to, żeby powiedzieć „potrzebuję pomocy”
Najtrudniejsze może być przyznanie przed samym sobą, że nie wszystko trzeba robić samemu.
Dla wielu mężczyzn to jest zupełnie nowe doświadczenie.
Bo przecież łatwiej naprawić samochód niż powiedzieć, że coś boli.
Łatwiej znaleźć rozwiązanie niż przyznać, że nie wiadomo, co dalej.
Łatwiej powiedzieć „jestem zmęczony” niż „jestem samotny”.
Łatwiej powiedzieć „ona mnie denerwuje” niż „boję się, że ją stracę”.
Łatwiej powiedzieć „nie mam czasu” niż „nie wiem, jak być blisko”.
I właśnie tutaj psychoterapia może otworzyć zupełnie inną przestrzeń.
Nie po to, żeby odebrać Ci siłę.
Po to, żeby sprawdzić, co znajduje się pod nią.
Kobieta czy mężczyzna psychoterapeuta ? Ważniejsze jest coś innego
Kiedy mężczyzna zaczyna szukać psychoterapii, czasami pojawia się pytanie: czy łatwiej będzie mi rozmawiać z kobietą, czy z mężczyzną?
Nie ma jednej odpowiedz
Dla jednego mężczyzny łatwiejsza będzie rozmowa z kobietą. Być może właśnie przy niej łatwiej będzie mu pokazać tę część siebie, której na co dzień nikomu nie pokazuje.
Dla innego ważne może być spotkanie z mężczyzną. Z kimś, przy kim łatwiej będzie rozmawiać o presji, rywalizacji, odpowiedzialności, potrzebie niezależności czy trudności w proszeniu o pomoc.
Nie chodzi jednak o to, że kobieta „lepiej rozumie emocje”, a mężczyzna „lepiej rozumie mężczyzn”.
To byłoby zbyt proste.
Najważniejsze jest to, co dzieje się między Tobą a terapeutą.
- Czy możesz z czasem poczuć się bezpiecznie?
- Czy możesz powiedzieć coś, czego wcześniej nie powiedziałeś nikomu?
- Czy możesz przyznać, że czegoś nie wiesz?
- Czy możesz pokazać złość, wstyd, lęk albo bezradność bez poczucia, że zostaniesz oceniony?
- Czy możesz powoli odkrywać siebie, zamiast kolejny raz próbować spełnić czyjeś oczekiwania?
Czasami właśnie to decyduje o tym, czy psychoterapia zacznie być naprawdę pomocna.
Psychoterapia nie jest naprawianiem mężczyzny
Nie chodzi o to, żeby na terapii stać się kimś innym.
Nie chodzi o to, żeby przestać być ambitnym, odpowiedzialnym czy silnym.
Nie chodzi też o to, żeby każdą rozmowę zaczynać od pytania: „Co czujesz?”.
Chodzi o coś głębszego.
O poznanie siebie.
Tego, jak reagujesz na bliskość.
Jak przeżywasz złość.
Czego boisz się najbardziej.
Co robisz, kiedy czujesz bezradność.
Dlaczego tak trudno Ci odpocząć.
Dlaczego potrzebujesz kontroli.
Dlaczego tak trudno prosić o pomoc.
Dlaczego czasami łatwiej jest się wycofać, niż powiedzieć komuś, że Ci zależy.
I wreszcie — czego właściwie chcesz od swojego życia, kiedy na chwilę przestajesz robić to, czego oczekują od Ciebie inni.
To właśnie dlatego psychoterapia nie musi być tylko leczeniem objawu.
Może być drogą do lepszego poznania siebie.
Może nie potrzebujesz być silniejszy
Może jesteś już wystarczająco silny.
Może przez lata właśnie siła pozwalała Ci przechodzić przez kolejne rzeczy.
Tylko że siła, która nie ma kontaktu z własnymi potrzebami, może z czasem stać się pancerzem.
Chroni.
Ale jednocześnie oddziela.
Od innych.
I od siebie.
Psychoterapia może być miejscem, w którym nie trzeba tego pancerza od razu zdejmować.
Można najpierw sprawdzić, po co był.
Przed czym chronił.
Kiedy był potrzebny.
I czy dzisiaj nadal musi być tak ciężki.
Nie trzeba czekać, aż wszystko się rozsypie
Nie musisz przychodzić na psychoterapię dopiero wtedy, kiedy rozpada się związek.
Nie musisz czekać na depresję, wypalenie, uzależnienie czy atak paniki.
Możesz przyjść wtedy, kiedy zauważasz, że coraz częściej nie możesz odpocząć, jesteś ciągle napięty, wybuchasz o drobiazgi, oddalasz się od bliskich, uciekasz w pracę albo inne zachowania, które dają chwilową ulgę, nie masz ochoty na seks, coraz mniej rzeczy Cię cieszy albo po prostu masz poczucie, że żyjesz bardziej z rozpędu niż z wyboru.
To wystarczający powód, żeby się zatrzymać.
Nie trzeba mieć gotowej odpowiedzi.
Można zacząć od pytania.
A może właśnie o to chodzi w męskości, o której rzadko rozmawiamy?
Nie o to, żeby zawsze wiedzieć.
Nie o to, żeby zawsze wygrywać.
Nie o to, żeby nikogo nie potrzebować.
Może również o to, żeby znać siebie na tyle, by wiedzieć, kiedy potrzebujesz działać, a kiedy się zatrzymać.
Kiedy walczyć.
A kiedy odpuścić.
Kiedy być samemu.
A kiedy pozwolić komuś być blisko.
Kiedy powiedzieć „dam radę”.
I kiedy po prostu:
„Nie daję już rady. Potrzebuję pomocy.”
To nie musi być koniec siły.
Może być początkiem czegoś zupełnie innego.
Spotkania z samym sobą.